-T-Tak..-zająknęłam.
Louis z wielkim uśmiechem na twarzy wsunał mi pierścionek na palec
po czym przytulil mnie i pocalował.
-Kocham cię.-szepnął do
mojego ucha.
-Ja ciebie też.-usmeichnęłam
się. Po przyjęciu gratulacji od rodziców Lou oraz nie chętnych od
jego starszych sióstr i obojętności ze strony Zayn`a poszłąm na
góre uśpić CJ`a. Stałam nad jego łóżeczkiem i patrzyłam jak
leży wpatrując sie we mnie czekoladowymi oczami. Wyglądał tak
słodko. Juz dość długie czarne włosy, lekko ciemna skóra.
Kolor był znikomy ale cóż. Jeśli ktoś jest spostrzegawczy..
Moje uczucia do Zayn`a chyba
jeszcze nie zniknęły. Chyba. Kiedy go widziałam czułam jakieś
skręcenie w brzuchu, ale to Louisa kochałam. Fakt mam dopiero
niecałę 18 lat i może kiedys okazać sie że to tylko zauroczyenie
ale wiem ze tak nie będzie. Kiedyś Lou mnie chyba nawet nie lubił
a teraz? Jakieś 20 minut temu mi się oświadczył. Chce wziąsć z
nim ślub, mieć jeszcze jedno dziecko i spędzić z nim reszte
życia. Z Zaynem to chyba nie było to. To była moja pierwsza miłość
ale niedługo później poznałam swojego narzeczonego i miłość do
Malika jakby ręką odjął. Fakt że teraz uczucie keidy go widze
mozna porównać do motyli w brzuchu ale kto by sie tak nie czuł po
tym wszystkim? Ona sie właśnie tak czuje. I będzie przez
najbliższy czas.
Nagle poczułam ciepły
oddech na swoim karku. Odwróciłam się w tamtą strone by spojrzeć
prosto w czekoladowe oczy Mulata.
-Czego chcesz?-zapytałam
nieruszajac sie.
-Przyszedłem
zobaczyć..jego..- odwrócił ode mnie wzrok i popatrzył na CJ`a
który zaczął mu sie badawczo przyglądać.
-Dziecko jak dziecko. Nic
szczególnego.-mruknęłam. Kim on jest żeby tutaj przychodzić i
niszczyć mi taki wspaniały wieczór?
-Ma oczy jak ja.-usmiechnał
sie rozczulająco.- I włosy.
-Moze i tak, ale teraz już
stą idź. Nie mam najmiejszej ochoty słuchać tych głupot i
oglądać ciebie. Podjąłeś decyzje tamtej nocy, ułożyłeś sobie
życie jak ja więc nie niszcz tego.
-Jaką miałem podjąć
decyzje Catherine? Albo wziąłbym z nią ślub albo zniszczyłbym
kariere chłopaków. A to jest też po części twoja wina bo nie
powiedziałaś że jesteś w ciąży.
-A co by to zmieniło?
Miałam powiedzieć ci w dzień ślubu 'Zayn zrobiłeś mi dziecko
więc zostaw tą idiotkę Perrie i mi pomóż bo zapewne Paul wyrzuci
mnie z domu'? Co by to dało co? Zostawiłbyś ją? Wątpie. Dla
ciebie to była tylko jedna nic nie znacząca noc a mi zmieniła całe
życie.
-Wiem. Przepraszam
Catherine..-powiedział cicho. Mam nadzieje że zrobiło mu sie
głupio.
-Nie mam co ci wybaczać. Po
prostu nie zachowuj sie nigdy ale to prze nigdy jakbyś był jego
ojcem. Nie mów że jest do ciebie podobny. On ma ojca, a ty mozesz
być co najwyżej jego wujkiem.
-Catherine. Biorę rozwód z
Perrie a on ma ojca. Ja nim jestem. Ja chce nim być.
-Nie. Bierzesz z nią rozwód
i tylko dlatego chcesz być dla niego ojcem. Tak to prawda on ma
ojca. Ale jest nim Louis. On był ze mną od początku i do niego CJ
powie kiedyś 'Tato'. Zrózum.
Zayn zbliżyłs ie do mnie a
jego twarz przybrała niebezpieczny wyraz.
-To ty cos
zrozum.-powiedział niskim głosem którego szczerze sie
wystraszyłam.-Mam pieniądze. Mam sławe. Mam prawników. Ty nie
masz nic. Nie musze sie długo starać zeby zabrać ci jakiekolwiek
prawa. Ty jesteś tylko zwykłą małolatą i mogę sprawic że
jeszcze na te kilka miesięcy trafisz do domu dziecka a kiedy stamtd
wyjdziesz będe już w trasie i nic nie zrobisz.- W oczach zebraly mi
się łzy. Jak on może być taki podły? Zayn któego kochałam
nigdy by tak nie powiedział. Zayn który był moim przyjacielem
nigdy by mnie nie przestraszył. Ale widać nigdy go nie znałam.
Poczułam jak smutek ustępuje wściekłości.
-Nie! Może i jesteś wielką
gwiazdką ale ja mam Louisa. Zrozum że ty mi nic nie zrobisz. Nie boje się ciebie. Ja już nie jestem tą idiotką co kiedyś.
Chłopak odsunął się ode mnie kawałek i popatrzył zamyślonym wzrokiem.
-A jeśli cię kocham?-zapytał. Poczułam jak krew odpływa mi z twarzy. Jak on do cholery może powiedzieć coś takiego? Czy on lubi wszystko niszczyć? Przed chwilą powiedziałam jego przyjecielowi że za niego wyjde a teraz Zayn tak po prostu mówi 'a jeśli cię kocham'. Zaczynam się już gubić w swoich uczuciach. Do tej pory wszystko było pięknie. Ale nie. On się musiał zjawić i wszystko zepsuć.
Nie wytrzymałam i nim pomyślałam moja ręka uderzyła go w twarz z największą siłą jaką umiałam. Mężczyzna popatrzył na mnie czekoladowymi oczami w których skakały ogniki i dotknął swojego policzka.
-Idź stąd..-powiedziałam mając nadzieje że głos załamał mi się tylko w wyobraźni.
Leżałam w łóżku wpatrując się w sufit. Louis już spał a ja jakoś nie mogłam. Od kilku godzin przewalałam się z boku na bok. Moją głowe zaprzątały niepotrzebne myśle. Na przykład ta że Zayn śpi za ścianą. Nagle poczułam ręce oplatające się wokół mojej talii, a głowa mojego narzeczonego znalazła się na mojej klatce piersiowej.
-Czemu nie śpisz?-wymruczał zaspanym głosem.
-Jakos nie jestem zmęczona.
-Mogę cię zmęczyć jak chcesz..-już widziałam ten chytry uśmieszek na jego twarzy kiedy jego ręka zsuwała się w kierunku moich spodenek.
-Spadaj! CJ śpi a za jedną ścianą jest Charlotte, Zayn i jeszcze na przeciwko twoi rodzice.
-Zayn. O niego chodzi prawda? Nie podoba ci się że tutaj jest.
-Louis..po prostu on..powiedział że zabierze mi CJ`a..-powiedziałam cicho.
-Że co?-oburzył się i już wstawał ale złapałam go i przyciągnęłam do siebie.
-Lou..nie denerwuj się. On tego nie zrobi ale..
-Ale..?- popatrzył na mnie. Teraz leżał na brzuchu patrząc na mnie.
-Poniekąd powiedział że mnie kocha.
-Zabij go!-zerwał się z łóżka i chwycił spodnie.
-Louis!- wstałam i do niego pdoeszłam.-Daj mu spokój. Wiesz ze to nic nie zmieni, ja kocham tylko ciebie i przecież wiesz że Zayn`owi wkrótce przejdzie. On tylko tak mówi bo ma kryzys małżeński i tyle.
-Dobra..ale rano nie gwarantuje ze nie spadnie ze schodów.-warknął i po chwili wrócił do łóżka.
-A spróbuj mu coś zrobić.-wywróciłam oczami. Jest zły. Są święta a ja nie chce żeby chodził naburmuszony.-No to jak? Jest jakiś sposób na rozweselenie cię?- zapytałam i wdrapałam się na materac.
-Jakiś jest.-burknął.
-Jakiś?-uśmiechnęłam się lekko i usiadłam na nim okrakiem.-A zdradzisz mi go?\
-Pomyśl. Jesteś bardzo mądra.- mruknął. Hmm..Lou, Lou, Lou jakiś ty przewidywalny. Nachyliłam się nad nim i zaczęłam składać drobne pocałunki na jego szyi.
-Tak?
-Y-ym..-wymruczał. Przesunęłam się ku górze i zaczęłam calować linie jego szczęki chichotając przy tym z powodu jego zarostu który mnie gilgotał.
-A tak?
-Nie.-prychnął. Gramy twardego tak?- prycnęłam w myślach. Pocałowałam kącik jego ust i po paru sekundach wpiłam się w jego usta.-Wygrałaś.-wymruczał i już po chwili leżał na mnie.
_______________________
Proszę bardzo, oto rozdział 12, mam nadzieje że nie jest taki zły.
No i oczywiście wielkie Dziękuje za ponad tysiąc wejść na bloga
Akira :*

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz